Piątek. Jadę do Igora, żeby sprawdzić, czy zmieszczę się w jego kombinezon na tor wyścigowy. Jest szansa, że w niedzielę znowu się przejedziemy — tym razem na sportowej wyścigówce, którą dzięki uprzejmości SimonWarki mogę przetestować.
Idziemy do Igora razem z moim dobrym kumplem Andrzejem (VGU i puchar najfajniejszej Vespy w Międzygórzu 2025). Cudem — nie pytajcie jak — mój bęben mieści się w spodnie Igora. Jest dobrze! Spodnie ogarnięte, kurtkę mam swoją (co prawda nie skórzaną, ale da radę), buty też pasują, choć ciut za małe, ale czego się nie robi, żeby było fajnie.
Na miejscu pojawia się pomysł — jest jeszcze druga wyścigówka. Może pojedzie nią Andrzej? Szybka decyzja: dobra, Andrzej jedzie z nami! Organizujemy busa (dzięki jak zawsze niezastąpiony Szymon/Kierownik VGU ) , ładujemy Vespę, pakujemy się i czekamy na kolejny dzień.
Sobota, 5:00 rano — pobudka. Sen średni, bo emocje i jakaś impreza na stadionie obok. O 6:30 jesteśmy u Igora. Wspólnie z jego tatą, Kasią i Mieszkiem (przyszły mistrz świata) ruszamy na tor. Krótkie sprawdzenie sprzętu, tankowanie, kawa na stacji i w drogę — 100 km przed nami.
W busie chill: Kuller, Kasia, Mieszko — dla nich to niedziela jak każda inna. Dla nas? Stres jak przed maturą. Żarciki, niewyspanie, ale jedziemy na tor, na maszynach tak pociętych i zmodyfikowanych, że ledwo widać pozostałości po oryginalnych PK-wkach.
Na miejscu — odprawa u kierownika toru. Flagi, zachowanie na torze, co zrobić, jak ktoś się wywali albo jak ty się wyje*****. Gdzie wjeżdżać, gdzie zjeżdżać. Rozpakowujemy się, szybki przegląd i ogień!
Jazda na torze? SZTOS. Kuler i Igor wiadomo — od razu na pełnej kur**, bez stresu, wyprzedzają wszystko co się rusza. My z Andrzejem na początku spokojniej (choć nie chwaląc się — a przypominając, że skromność to cecha tych, co nie mają innych zalet — zaczynam ogarniać już po 40 okrążeniu).
W przerwach dostajemy złote rady: jak zejść na kolano, jak pracować pośladkami, gdzie patrzeć, kiedy hamować, kiedy full maneta (pozdro dla ekipy z Śląska). Najpierw jazda w prawo, potem zmiana kierunku i kręcimy w lewo.
Odwiedzają nas Ushi i Viktor (VGU) — ten drugi przyjechał Yamahą. Wsparcie naszego klubu droższe niż złoto i diamenty. Wiele zaskoczeń:
– jak trudne to wszystko jest,
– że na torze niby wolna amerykanka, ale da się dogadać z każdym,
– wjazdy i zjazdy? Kiedy chcesz. Totalna swoboda.
W imieniu swoim i całego VGU — ogromne podziękowania dla Kulesza Racing Team za opiekę, wskazówki i totalny luz. W takim towarzystwie nie ma stresu, nie ma testosteronowego napięcia — tylko atmosfera letnich wakacji nad jeziorem. Chill i radość z jazdy. Dzięki raz jeszcze, Kulesza Racing Team! I pytanie na koniec: kto ma jakąś PK-wkę na sprzedaż?
PS Wspaniały SimonWarka zgodził się, aby swojego demona 500 zaparkować „na chwilę” w VGU.
Tekst i materiał video przygotował Piotr „Synek” Bulala i Andrzejek – duet z Vespa Garage Ursynów.
Poniżej video-relacja od chłopaków z Vespa Garage Ursynów.
Jeśli nie wyświetla Ci się obraz, poniżej filmu masz odnośnik do YouTube (wersja bez muzyki).
Poniżej wersja bez podkładu muzycznego – wersja YouTube na komputery stacjonarne.




